Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

aikido czyli słowo na sobotę

piątek, 26 lutego 2010 12:43
Styl walki Aikido zwany jest często sztuką walki bez walki. Jest to sztuka szczególna, bo opiera się na wykorzystaniu siły przeciwnika i skierowaniu jej przeciw niemu, najmniejszym własnym kosztem. Jeden z nauczycieli Aikido wyjaśniał kiedyś, że "uczy swoich uczniów nie tego, jak poruszać nogami, lecz jak poruszać umysłem".

Czy Mahatma Gandhi stosował w (nie)walce z brytyjskim kolonializmem aikido? Mam wrażenie, że tak. W Indiach działanie  unikające przemocy określa słowo swadeshi. Bardzo mu zależało, żeby uniknąć siłowych rozwiązań, które dla Hindusów skończyłyby się tragicznie. Gandhi namawiał rodaków do zaopatrywania się w domowe warsztaty tkackie, by samodzielnie wytwarzać na swoje potrzeby płótno i ubrania khadi. Może dziś brzmi to idiotycznie, ale brytyjskiemu przemysłowi w Indiach (tekstylnemu i nie tylko) wyrządził tym kolosalne szkody! To był jego czas i jego miejsce. Nikt nas dziś nie namówi, by uniezależnić się od przemysłu chińskiego, który kolonializuje nas bardzo skutecznie.

Co by nie mówić, pomysł Gandiego miał wiele z ducha aikido.

Zastanawiałem się, czy w sofistyce i sztuce negocjacji można użyć skutecznie podobnych metod. Ha, naiwny! Ludzie są pomysłowi i jeżeli mogą podnieść prestiż czegoś przez powołanie się na jakieś autorytety, to na pewno tak zrobią. Wyszukiwarka internetowa wysypała mi setki stron oferujących szkolenia biznesowe z aikido w tle.

Jedna z firm [cały serwis graficznie nawiązuje w tematyce do wschodnich sztuk walki] reklamuje się tak:
"Na szkoleniu tym nie uczymy Aikido. Jest one potraktowane jako metafora, przenośnia oraz narzędzie do nauczenia takich umiejętności jak poprawić relacje w agresywnym środowisku. Odpowiedzieć spokojem, kiedy jesteśmy poddani presji. Być obecnym i skoncentrowanym pośród chaosu. Otrzymasz tu wiele praktycznych umiejętności i doświadczeń, które pomogą twojej organizacji uzyskiwać lepsze efekty mniejszym nakładem sił i środków. Metaforą tego szkolenia jest RANDORI. Określenie wzięte z japońskiej sztuki walki jaką jest Aikido. Randori oznacza bycie we właściwym miejscu i właściwym czasie, dysponując właściwą techniką reagując z odpowiednim poziomem siły."

W codziennych sytuacjach bez przerwy zmagamy się z jakimś przeciwnikiem. Coś jest w ludziach takiego, że potrzebują potwierdzenia swej wartości lub oznaczenia terytorium władzy, choćby poprzez poniżenie kogoś z otoczenia. Szczególnie kobiety...
- Widzę, że jesteś bardzo zapracowana. (z troską)
- Tak, to prawda.
- No właśnie. Nawet nie masz czasu zadbać o siebie.
(szach i mat?)
I gdzie tu wetknąć aikido? Sytuacja po prostu koszmarna.
- To miłe, że się martwisz. Przyszłaś pewnie, bo masz jakiś pomysł, żeby mi pomóc, prawda? (zaraz, zaraz, gdzie ona się podziała?)

Sam sens aikido jest jakoś wyjątkowo mi bliski. Odnajduję jego echo w mojej ulubionej strategii - przyjmij argumenty przeciwnika i doprowadź je do absurdu. Do granicy, której przeciwnik nie miał zamiaru przekraczać. Gdy zjawia się osoba z misją ratowania mnie przed katastrofą (po prostu sam nie wiem, co da mnie dobre) i zaczyna mnie z miłością krytykować, wyliczając prowadzące mnie do zguby nawyki - przytakuję, nawet wyznaję, że jest jeszcze gorzej. W końcu, podając herbatę - przepraszam, że nie jest dość aromatyczna, a dobrych cytryn w żaden sposób nie umiem w sklepie wybrać. I czasem to wystarcza, brak obrony jest zwykle najbardziej zbijającym z tropu zabiegiem. Bo jak tu atakować, skoro nikt się nie broni...
Trzeba tylko uważać i w nadgorliwości nie posądzać kogoś o atak, gdy ten tylko zamierza opędzić się od much.

P.S. [palcem serdecznym]
Od takiego pisania strasznie się nadymam...
Czy ktoś ma szpilkę?

komentarze (6) | dodaj komentarz

pracuję...

wtorek, 23 lutego 2010 12:58
Już wiem, dlaczego nie lubię statystyk. Zwłaszcza rocznych.
Zawsze na początku roku podsumowujemy rok poprzedni, zawsze pojawia się potrzeba jakiejś statystyki, co do której nie możemy uzgodnić kryteriów.
Zawsze w takiej sytuacji najwięcej czasu tracę, tłumacząc, dlaczego dwie wersje tej samej statystyki mają różne wartości i dlaczego należy dobrze przemyśleć kryteria, które są stosowane. Zazwyczaj dochodzi też do awantur, gdy okazuje się, że dla kogoś, kto nie musi tego zrobić, nie ma rzeczy niemożliwych i słyszę - tak, tak, zrobimy (my!) taką statystykę... dobrze... może jeszcze dziś (spojrzenie w moją stronę)... albo na jutro rano.

Komputer jest rzeczą magiczną i dziełem szatana. Wszystko, co da się wyciągnąć z komputera, musi być tam najpierw włożone, stąd logiczny wniosek, że należy wpisywać szczegółowe dane przez cały rok, żeby je potem policzyć. A jesli dane nie są dane, to prosty wniosek: nie da się! - Jak to się nie da! To do czego nam te komputery? - tu następuje nudna i żenująca krytyka wieku elektroniki i sentymentalna pochwała wieku liczydła i papieru kancelaryjnego A3. I kategoryczne odcięcie się od tego komputerowego skandalu: - Szkoda prądu na te WASZE komputery!

Najważniejsze w tym momencie, to nie dać się sprowokować. Najważniejsze w tym momencie, to zachować dla siebie odkrycie, że inteligencja komputera tylko nieznacznie przewyższa inteligencję użytkownika i to tylko dlatego, że szybciej niż on poda wynik mnożenia dwóch liczb trzycyfrowych.

A ja - zamiast napisać coś ciekawego - lamentuję zza biurka...

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Statystyki

Odwiedziny: 99482
Bloog istnieje od: 792 dni