Styl walki Aikido zwany jest często sztuką walki bez walki. Jest to sztuka szczególna, bo opiera się na wykorzystaniu siły przeciwnika i skierowaniu jej przeciw niemu, najmniejszym własnym kosztem. Jeden z nauczycieli Aikido wyjaśniał kiedyś, że "uczy swoich uczniów nie tego, jak poruszać nogami, lecz jak poruszać umysłem".
Czy Mahatma Gandhi stosował w (nie)walce z brytyjskim kolonializmem aikido? Mam wrażenie, że tak. W Indiach działanie unikające przemocy określa słowo swadeshi. Bardzo mu zależało, żeby uniknąć siłowych rozwiązań, które dla Hindusów skończyłyby się tragicznie. Gandhi namawiał rodaków do zaopatrywania się w domowe warsztaty tkackie, by samodzielnie wytwarzać na swoje potrzeby płótno i ubrania khadi. Może dziś brzmi to idiotycznie, ale brytyjskiemu przemysłowi w Indiach (tekstylnemu i nie tylko) wyrządził tym kolosalne szkody! To był jego czas i jego miejsce. Nikt nas dziś nie namówi, by uniezależnić się od przemysłu chińskiego, który kolonializuje nas bardzo skutecznie.
Co by nie mówić, pomysł Gandiego miał wiele z ducha aikido.
Zastanawiałem się, czy w sofistyce i sztuce negocjacji można użyć skutecznie podobnych metod. Ha, naiwny! Ludzie są pomysłowi i jeżeli mogą podnieść prestiż czegoś przez powołanie się na jakieś autorytety, to na pewno tak zrobią. Wyszukiwarka internetowa wysypała mi setki stron oferujących szkolenia biznesowe z aikido w tle.
Jedna z firm [cały serwis graficznie nawiązuje w tematyce do wschodnich sztuk walki] reklamuje się tak:
"Na szkoleniu tym nie uczymy Aikido. Jest one potraktowane jako metafora, przenośnia oraz narzędzie do nauczenia takich umiejętności jak poprawić relacje w agresywnym środowisku. Odpowiedzieć spokojem, kiedy jesteśmy poddani presji. Być obecnym i skoncentrowanym pośród chaosu. Otrzymasz tu wiele praktycznych umiejętności i doświadczeń, które pomogą twojej organizacji uzyskiwać lepsze efekty mniejszym nakładem sił i środków. Metaforą tego szkolenia jest RANDORI. Określenie wzięte z japońskiej sztuki walki jaką jest Aikido. Randori oznacza bycie we właściwym miejscu i właściwym czasie, dysponując właściwą techniką reagując z odpowiednim poziomem siły."
W codziennych sytuacjach bez przerwy zmagamy się z jakimś przeciwnikiem. Coś jest w ludziach takiego, że potrzebują potwierdzenia swej wartości lub oznaczenia terytorium władzy, choćby poprzez poniżenie kogoś z otoczenia. Szczególnie kobiety...
- Widzę, że jesteś bardzo zapracowana. (z troską)
- Tak, to prawda.
- No właśnie. Nawet nie masz czasu zadbać o siebie. (szach i mat?)
I gdzie tu wetknąć aikido? Sytuacja po prostu koszmarna.
- To miłe, że się martwisz. Przyszłaś pewnie, bo masz jakiś pomysł, żeby mi pomóc, prawda? (zaraz, zaraz, gdzie ona się podziała?)
Sam sens aikido jest jakoś wyjątkowo mi bliski. Odnajduję jego echo w mojej ulubionej strategii - przyjmij argumenty przeciwnika i doprowadź je do absurdu. Do granicy, której przeciwnik nie miał zamiaru przekraczać. Gdy zjawia się osoba z misją ratowania mnie przed katastrofą (po prostu sam nie wiem, co da mnie dobre) i zaczyna mnie z miłością krytykować, wyliczając prowadzące mnie do zguby nawyki - przytakuję, nawet wyznaję, że jest jeszcze gorzej. W końcu, podając herbatę - przepraszam, że nie jest dość aromatyczna, a dobrych cytryn w żaden sposób nie umiem w sklepie wybrać. I czasem to wystarcza, brak obrony jest zwykle najbardziej zbijającym z tropu zabiegiem. Bo jak tu atakować, skoro nikt się nie broni...
Trzeba tylko uważać i w nadgorliwości nie posądzać kogoś o atak, gdy ten tylko zamierza opędzić się od much.
P.S. [palcem serdecznym]
Od takiego pisania strasznie się nadymam...
Czy ktoś ma szpilkę?
komentarze (6) | dodaj komentarz